niedziela, 17 lipca 2011

miejsca...

byłam wczoraj w niezwykłym miejscu, gdzieś na końcu świata... owe miejsce, nadszarpnięte zębem czasu. na dzień dobry przywitał mnie kleszcz, i zasiał ziarno paniki... na szczęście nie zdążył upić mojej krwi. miłe towarzystwo znajomych, przepyszna pizza i smaczne wino sprawiły, że zapomniałam o robaczkach i czyhających zagrożeniach a oddałam się sielankowej aurze, pełnej zieleni, skrzących się rozlewisk i... kormoranów.

















Brak komentarzy: