piątek, 3 czerwca 2011

przemijanie...

Wczoraj byłam w kinie na tzw. "czwartku konesera", gdzie można zobaczyć film za 8 złotych. Był to "Młyn i Krzyż"... Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy to film dobry czy zły. Trochę za długi, jakby brak mu fabuły... przez to przynudza... ale to w sumie też buduje nastrój filmu, daje do myślenia... Piękne obrazy, dobrze dobrana muzyka. Aktorsko również świetnie.

Najgorszym minusem było jednak samo żorskie kino. Ekran i napisy są za nisko i trzeba się nieźle gimnastykować by wszystko na czas zobaczyć, siedzenia bez poziomów też są pomyłką, bo jeśli przede mną siądzie ktoś wysoki, to nie mam szans na swobodne oglądanie, poza tym trzeba siedzieć tak blisko siebie, że słyszałam jak kolesiowi za mną burczy w brzuchu. W środku filmu, ktoś wpadł na genialny pomysł by włączyć klimatyzację. Wszyscy zaczęli się ubierać. Myślałam że mnie szlag trafi bo ciągle nawiewało mi do ucha. Owinęłam się chustką, postawiłam kołnierz od żakietu i tak oglądałam zastanawiając się czy wytrzymam do końca. Cały czas mi wiało i przez to ciągle czułam ciężki perfum kobiety, która siedziała obok mnie. To dodatkowo mnie dobijało. Rozbolała mnie głowa i ucho, ale dobrnęłam do końca. Myślę, że była to moja ostatnia wizyta w tym koszmarnym kinie.


Brak komentarzy: